h1

Meet Joe Black/Joe Black.

marzec 24, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Zamożny magnat prasowy – Bill Parrish (w tej roli rewelacyjny Anthony Hopkins) osiągnął w życiu wszystko – ma dwie kochane i kochające córki, niemały majątek, oddanych przyjaciół… właśnie zbliżają się jego 65 urodziny, gdy zjawia sie u niego człowiek – młody przystojny…

Bardzo wysublimowane kino. Niezwykle wciągający film, który ogląda się jednym tchem. Na pozór tajemniczy, ale i refleksyjny. Chyba nie da się nie wspomnieć o wspaniałej grze filmowego trio: Pitt, Hopkins i Forlani. Pitt, jako śmierć tworzy ciekawą postać. Nadwyraz spokojną i opanowaną. Interesująca koncepcja wtapiania się osoby z poza światów w świat aktualny. Budzi to pewne refleksje, zastanowienie nt. życia po śmierci.

Ponadto, “Joe Black” przekazuje pewne prawdy uniwersalne – choćby takie jak miłość znajdująca różne drogi: ojcowska, mężczyzny do kobiety. Czy chociażby nieuchronność i nieubłagalność śmierci.

To film piękny, przemyślany i solidnie wykonany. Końcówka trochę przydługa, i zbyt przelukrowana i posypana efekciarskimi fajerwerkami. Reszta ma się dobrze. Finezyjne kino z przepiękną, patetyczno-liryczną ścieżką dźwiękową.

Ten film trzeba zobaczyć.

Ocena: 8/10

h1

Daredevil.

marzec 24, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Przykrym zbiegiem okoliczności osierocony chłopiec Matt Murdock zostaje oślepiony przez odpady radioaktywne. Jak się okazuje podczas tego wypadku chłopiec zostaje także “mimochodem” obdarzony zdolnościami, jakie można określić mianem “cudownego zmysłu”, który pozwala mu “widzieć” dużo dalej niż inni ludzie. Wiele lat później Matt będąc już dorosłym mężczyzną pracuje w wymiarze sprawiedliwości jako prawnik. Jak się okazuje nie zapomniał o swoich szczególnych zdolnościach i po pracy, wieczorami… odsłania swoją druga tożsamość i przemierza sąsiedztwa Hell’s Kitchen i Nowego Jorku jako zamaskowany, nieustraszony Daredevil – walczący o sprawiedliwość, której nie znajduje na co dzień w budynku sądu.

W ogóle nie przemawia do mnie ten film. Nawet nie służy mi za dobrą rozrywkę, bo odrzuca mnie swoją sztucznością, schematycznością i naiwnością. Na dodatek rola Bena Afflecka – filmowego Matt’a Murdock’a/Daredevil’a woła o pomstę do nieba. Chyba jedna z jego najgorszych ról, jakie dotychczas widziałem. Drewniane aktorstwo. Reszta załogi również nie wypada wspaniale. Elekra (Jennifer Garner) czaruje i nęci swoim wdziękiem. Collin – niemiłosiernie maca się ciągle po czole, choć on przynajmniej robi to z charakterem!

Nuda, plastykowy strój, niezła szata efektów specjalnych. Szybko się zapomina o takich filmach.

Ocena: 3/10

h1

Interview/Wywiad.

marzec 23, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Autorskie dzieło Steve’a Buscemi’ego, to hołd złożony holenderskiemu reżyserowi Theodor’owi Van Gogh’owi, doświadczonemu artyście, który zginął z rąk fanatyka – muzułmanina. Prawnuk znanego nam artysty słynął z krytyki muzułmańskiego środowiska a powyższy film jest jedną z triady wybitnych filmów stworzonej właśnie ku jego pamięci.

“Interview” rozpoczyna się niepozornym, pospolitym wywiadem, który ma za zadanie przeprowadzić niedoceniony, doświadczony korespondent wojenny Pierre Peters (Steve Buscemi) z wyjętą, dopiero co z tabloidowej okładki, “Katyą” (Sienna Miller), którą wybija z tłumu skandal i nieprzeciętny wdzięk.

Od razu widzimy obraz rozmowy. Obie postaci zachowują się niczym dwa magnesy o takich samych biegunach, które odpychają się wzajemnie. Pierre nie oszczędza sobie. Wali cynizmem od stóp do głów, nie pozostawiając na pseudoartystce suchej nitki. Jest pewny siebie i rządzi się swoją pychą. Katya natomiast sprawia wrażenie pustej laleczki, która zdobywa sukces i miejsce na podium sceny medialnej dzięki prezencji. Z początku rozmowa się nie klei, pytania zadawane przez korespondenta nie są przyjmowane. Dalej, dysputa zjeżdża z toru, jedzie po bandzie… i zaczyna się gra. Gra wpisująca się, niczym w konwencję teatralną. Gra słów, która ma na celu ośmieszenie, zbycie, wprowadzenie w błąd drugą osobę. Między słowami widzi się ironię, sarkazm, flirt, fałsz… Wywiad lawiruje między wszelkimi możliwymi emocjami: złości, płaczu, rozgoryczenia, powagi, która niczym karuzela kręci się co raz to szybciej, nie znajdując consensusu.

Zaletą filmu Buscemi’ego jest swoisty minimalizm bijący z każdej sfery, bo i z przestrzeni (film rozgrywa się głównie w mieszkaniu aktorki), aktorstwa (dialog między dwoma osobami), muzyki, która jest jedynie małym akcentem. Naszą uwagę przykuwa zwykła rozmowa, będąca odkryciem dla nas… Odkrywamy coś nieprzewidywalnego.

Tytułowy wywiad będący w momencie szczytowym – to znaczy demaskujący wszelkie najskrytsze tajemnice obojga. Okazuje się jedynie grą masek. Profesjonalizm sprowadza się do padołu. A quasi-artyzm staje się w pełni sztuką.

Niesamowite są dialogi. Są bogate i wysmakowane; są odbijaniem piłeczki, ciętą ripostą, mieszanką twardego cynizmu i anemicznej spazmy.

Steve Buscemi tworzy dzieło stężone i przemyślane. Do tego stopnia, że widz jest przez cały czas omamiany a na końcu staje do góry nogami jako gest podziwu. Jest to zwierciadło ludzi przybierających maski dla osiągnięcia swoich celów. Przybierają różne twarze: cyniczne, kokieteryjne, pełne kłamstwa, nie tyle w świecie medialnym ile tym poza nim. Inteligentny film o ludzkiej tożsamości. Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie. Buscemi pokazał klasę, a Miller rośnie w oczach i nie jest wcale w tyle. Duże oklaski!

Ocena: 9/10

h1

Four brothers/Czterej bracia.

marzec 22, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Czterej adoptowani bracia łączą swoje siły by pomścić śmierć przybranej matki, która ginie podczas napadu na sklep spożywczy. Lekceważąc policyjne nakazy cała czwórka przewróci do góry nogami swoją dzielnicę Detroit szukając osoby, która zleciła to brutalne zabójstwo. Podczas tych poszukiwań, zostawiając po sobie krwawe ślady, wszyscy z braci zdadzą sobie sprawę, że łączy ich coś więcej niż tylko więzy krwi.

Jeśli liczysz na czysto niezobowiązujące sensacyjne kino, to “Czterej bracia” są idealnym typem. Motywem przewodnim jest zemsta na brudnych draniach. Z lekka wybija się ponad przeciętność takimi nazwiskami jak: Wahlberg czy Andre 3000. Nie jest źle: jest akcja, są pościgi, dobre dialogi, jest suspens. Podoba mi się.

Ocena: 7/10

h1

Komornik.

marzec 22, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Feliks Falk przedstawia nam wycinek z historii pewnego Komornika – Lucjana Bohme (Andrzej Chyra), którego tłem są polskie realia. Ten film zasługuje na zainteresowanie.

Dlaczego?

Choćby na zarys postaci tytułowego komornika. To człowiek bezwzględny, nie mający krzty wrażliwości, machający świstkiem z nakazem prawnym, jako narzędziem swojej pracy. To istota bezduszna acz wielce ambitna. Zdeterminowana i dążąca do celu za wszelką cenę. Nie znająca litości i błagania. Potrafi odbierać nawet cały dorobek życia za zaległe długi. Liczy się tylko praca i prawna poprawność. Poza tym romansuje z femme fatale Anną (Małgorzata Kożuchowska), która jest pazerna na awans.

Andrzej Chyra świetnie wypada w ’skórze’ komornika. Tworzy twardo stąpający po ziemi wizerunek człowieka pozbawionego wszelakich wyrzutów sumienia w realizacji swoich ambicji kosztem cierpienia innych.

Feliks Falk dostał fajne ‘ciasto’ na film, a dostaliśmy zakalec. Do momentu diametralnej metamorfozy oglądamy świetny dramat polski. Potem nie przemawia do mnie natychmiastowa zmiana w zachowaniu komornika (podobna sytuacja w “Mieście gniewu”), która polega na filantropijnym rozdawaniu pieniędzy potrzebującym. Otaczający się skorumpowanym, zakłamanym i ściśle prawnym światkiem – przez swoiste nawrócenie chce zmienić świat. Wybija się z całego tego bagna, jakby nigdy nic… Znika dystans między komornikiem a “ofiarą” egzekucji. Najtrudniejszą rzeczą w tym wszystkim było właśnie ujęcie tej przemiany ze ‘złego w dobrego’. Trochę spalił dobrze rozkręcający się nielekki dramat, bo prawdę mówiąc ludzie nie zmieniają się z dnia na dzień. Nie przemawia do mnie zbyt pospolite potraktowanie metamorfozy.

“Komornik”, to mocny film, który broni Andrzej Chyra ze swoją główną rolą. Nie jest zły, ani nie najlepszy, choć na pewno godny obejrzenia.

Ocena: 6/10

h1

Romeo and Juliet/Romeo i Julia.

marzec 22, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Mamy tu do czynienia z uwspółcześnioną adaptacją, która jakby tak miała być nową miksturą zmieszania współczesności z czasami szekspirowskimi.

Bombowe przedstawienie kostiumów, tła, scenografii współczesnego Meksyku, jako sceny, na której swoje role odgrywają członkowie rodów Montekich i Capuletich.

Bajeczna, kolorowa i magiczna historyjka, w której rozpromienione fajerwerki na niebie rażą wtopione w obraz oczy. Ciekawy eksperyment acz wykonanie – niezbyt dobre. Role DiCaprio jako Romea i Claire Danes – tytułowa Julia, niczym specjalnym się nie wyróżniają. Baz Luhrmann z perełki literackiej tworzy pospolity melodramat jakich niemało. Sam zabieg poezji mówionej wprowadza zgrzyt pomiędzy współczesnym światkiem.

Jedynie muzyka i kostiumy zasługują na uwagę, ale to tylko powierzchowna otoczka, która ładnie świeci a w środku jest pusta.

Na jeden raz.

Ocena: 5/10

h1

The Naked gun/Naga broń.

marzec 22, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Amerykę ma odwiedzić Królowa Elżbieta II. Do jej ochrony przydzielony zostaje dzielny porucznik Drebin, wsławiony w udaremnianiu terrorystycznych konferencji na Bliskim Wschodzie. Czy Frankowi, mimo niezdarności i wątpliwej bystrości, uda się powstrzymać groźnych terrorystów, czyhających na życie monarchini? Tym bardziej że wśród nich jest piękna kobieta…?

Frank Drebin (Leslie Nielsen) podbija świat! Miło wraca się do tych filmów, które pozwalają się odprężyć i cieszyć się z łopatologicznych gagów.

“Naga broń” to beczka śmiechu, która przepełniona jest chwytliwymi dialogami, czarnym humorem i groteskowymi momentami. A na dodatek przepięknie prezentująca się Priscilla Presley jako Jane Spencer. Prześmieszna komedia, do której wraca się z sentymentu.

Ocena: 8/10

h1

The Passion of Christ/Pasja.

marzec 22, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Komercyjna prowokacja czy artyzm?

Autorska wizja Gibsona jest ogromnym wyzwaniem. Z tego względu, iż jest poddana ogromnej wrażliwości rzeszy katolików. Musi być wolna od wszelakich biblijnych uzupełnień czy apokryficznych opowiastek.

Wstrząsający obraz 12 godzin Chrystusa niezwykle porusza odbiorcę. Potęguje to wyrazista, naturalistyczna charakteryzacja, bez żadnych upiększeń czy idealizacji. Postać Chrystusa (James Caviezel) jest przedstawiona z perspektywy człowieka i dla człowieka. Cechą wyróżniającą filmu jest ujmowanie wydarzeń z dużym pokładem realizmu i sadyzmu, co skutkuje to prawdziwością i namacalnością.

Mel Gibson stworzył dzieło przemyślane, które powinno być interpretowane przez każdego indywidualnie. Wydaje mi się, że nie ważna jest tu gra Caviezel’a czy poprawny doloryzm Marii Magdaleny (Monici Belucci) a odkrycie sensu życia i śmierci Chrystusa.

Piękny i niezwykle poruszający…

h1

Terminator.

marzec 21, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Los Angeles, rok 2029. Świat został zniszczony przez straszliwą katastrofę atomową. Trwa właśnie ostateczna rozgrywka między maszynami a ludźmi. Przywódcą buntu przeciwko krwawym rządom robotów jest John Connor. Bezwzględny cyber-zabójca, Terminator, zostaje wysłany w przeszłość, do 1984 roku. Musi odszukać i zabić Sarah Connor. Jeśli tego nie zrobi Sarah zostanie matką Johna. Tropem elektronicznego mordercy wyrusza zaś Kyle Reese – chce zniszczyć okrutnego cyborga i uratować Sarah przed grożącym jej niebezpieczeństwem.

Ikona sci-fi. Cameron tworzy niecodzienną wizję przyszłego świata ubierając ją w mroczny i ciemny klimat. Godna uwagi rola Schwarzeneggera, lecz nie umywa się do drugiej części. Ta jest nazbyt surowa i niewymuskana. Choć, to pierwsze schody klasyki filmów sci-fi.

Ocena: 7/10

h1

Breaking and Entering/Rozstania i powroty.

marzec 21, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Jak bardzo byśmy chcieli, to jednak nie zdajemy sobie sprawy, że możemy zagubić się w sobie – Minghella zdaje się to potwierdzać. To swoiste zagubienie, zaplątanie się w sieć nici własnych potrzeb i emocji nie daje nam żyć w pełni. Twórca “Angielskiego pacjenta” mówi o ludziach wyobcowanych, tworzących wokół siebie szklaną kulę, która jest zamknięta na świat zewnętrzny. Pragną dotknąć powietrza z zewnątrz, dotknąć drugiego człowieka, lecz nie potrafią się porozumieć. Nie są w stanie się dogadać. Szukają wyjścia, szukają remedium wszędzie, tylko nie w sobie…

Ta teoria spotyka głównych bohaterów. Will (Jude Law) i Liv (Robin Wright Penn) tworzą nie do końca trwałą rodzinę. On – goni za czymś nieosiągalnym. Ona – chełpi się depresją i sprawia wrażenie chodzącego bloku z lodu. Są jak rozbity talerz, który trzeba posklejać do kupy, lecz brakuje materiału zespalającego rozbite kawałki. Brak komunikacji, ta ułomność oddala ich od siebie, i pogłębia w jeszcze większym bólu. Dom, w którym żyją jest zimny i pozbawiony ciepła. Wypełnia go smutek i depresja. Szklany dom, który okryty jest szronem…

W życiu Willa w pewnym momencie dochodzi do niemałego zwrotu. Dochodzi do włamania w jego firmie. Odtąd do jego szklanej kuli wpada promień światła, promień zbliżenia się do drugiej osoby.

Głównym tematem “Rozstań i powrotów” jest niemożność zrozumienia drugiego człowieka. Istnieje zaledwie czubek własnego nosa, aniżeli potrzeby drugiej osoby. Minghella przez dobrze zaprezentowaną metaforykę przedstawia nam smutny acz przepiękny film o ludzkich sprawach, o braku dotarcia do drugiego człowieka, które ukrywa pod postaciami emigrantów.

W sposób nadzwyczajny przedstawia nam postacie głównych bohaterów. Z jednej strony mamy zimną, chłodną i beznamiętną Liv. Z drugiej wielobarwną, ciepłą, budzącą zainteresowanie i sympatię Amirę (Juliette Binoche). Pomiędzy nimi usytuowany jest Will, który podejmuje pewne decyzje wraz z konsekwencjami… Jude Law po raz kolejny daje znać o sobie, że swoją rolą naprawdę robi niezłe wrażenie. Gdy jest mowa o ludzkich konwenansach, Law czuje się wtedy, jak ryba w wodzie… Rola zasługująca na ogromne oklaski.

Szukamy siebie, szukamy miłości, lecz dlaczego nie szukamy jej w osobie, która jest tuż przy nas?

Ocena: 9/10