
Autorskie dzieło Steve’a Buscemi’ego, to hołd złożony holenderskiemu reżyserowi Theodor’owi Van Gogh’owi, doświadczonemu artyście, który zginął z rąk fanatyka – muzułmanina. Prawnuk znanego nam artysty słynął z krytyki muzułmańskiego środowiska a powyższy film jest jedną z triady wybitnych filmów stworzonej właśnie ku jego pamięci.
“Interview” rozpoczyna się niepozornym, pospolitym wywiadem, który ma za zadanie przeprowadzić niedoceniony, doświadczony korespondent wojenny Pierre Peters (Steve Buscemi) z wyjętą, dopiero co z tabloidowej okładki, “Katyą” (Sienna Miller), którą wybija z tłumu skandal i nieprzeciętny wdzięk.
Od razu widzimy obraz rozmowy. Obie postaci zachowują się niczym dwa magnesy o takich samych biegunach, które odpychają się wzajemnie. Pierre nie oszczędza sobie. Wali cynizmem od stóp do głów, nie pozostawiając na pseudoartystce suchej nitki. Jest pewny siebie i rządzi się swoją pychą. Katya natomiast sprawia wrażenie pustej laleczki, która zdobywa sukces i miejsce na podium sceny medialnej dzięki prezencji. Z początku rozmowa się nie klei, pytania zadawane przez korespondenta nie są przyjmowane. Dalej, dysputa zjeżdża z toru, jedzie po bandzie… i zaczyna się gra. Gra wpisująca się, niczym w konwencję teatralną. Gra słów, która ma na celu ośmieszenie, zbycie, wprowadzenie w błąd drugą osobę. Między słowami widzi się ironię, sarkazm, flirt, fałsz… Wywiad lawiruje między wszelkimi możliwymi emocjami: złości, płaczu, rozgoryczenia, powagi, która niczym karuzela kręci się co raz to szybciej, nie znajdując consensusu.
Zaletą filmu Buscemi’ego jest swoisty minimalizm bijący z każdej sfery, bo i z przestrzeni (film rozgrywa się głównie w mieszkaniu aktorki), aktorstwa (dialog między dwoma osobami), muzyki, która jest jedynie małym akcentem. Naszą uwagę przykuwa zwykła rozmowa, będąca odkryciem dla nas… Odkrywamy coś nieprzewidywalnego.
Tytułowy wywiad będący w momencie szczytowym – to znaczy demaskujący wszelkie najskrytsze tajemnice obojga. Okazuje się jedynie grą masek. Profesjonalizm sprowadza się do padołu. A quasi-artyzm staje się w pełni sztuką.
Niesamowite są dialogi. Są bogate i wysmakowane; są odbijaniem piłeczki, ciętą ripostą, mieszanką twardego cynizmu i anemicznej spazmy.
Steve Buscemi tworzy dzieło stężone i przemyślane. Do tego stopnia, że widz jest przez cały czas omamiany a na końcu staje do góry nogami jako gest podziwu. Jest to zwierciadło ludzi przybierających maski dla osiągnięcia swoich celów. Przybierają różne twarze: cyniczne, kokieteryjne, pełne kłamstwa, nie tyle w świecie medialnym ile tym poza nim. Inteligentny film o ludzkiej tożsamości. Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie. Buscemi pokazał klasę, a Miller rośnie w oczach i nie jest wcale w tyle. Duże oklaski!
Ocena: 9/10