
Myśliwy Llewelyn Moss znajduje niedaleko granicy z Meksykiem paczkę heroiny, dwa miliony dolarów i wielu zabitych. Zabiera ze sobą pieniądze. Oczywiście obie strony nieudanego interesu chcą odzyskać stracone pieniądze i narkotyki, a także zabić wszystkich świadków. W ten sposób Moss wraz z całą rodziną musi ukrywać się. Nasłany na niego morderca nie ma łatwego zadania, gdyż Moss służył w wojsku i umiejętność zacierania po sobie śladów ma doskonale opanowaną.
Nie bez powodu “No country for old men” zbiera laury i tryumfy, a nawet i Oscary. Myślę, że zasłużenie, bo bracia Coen’owie solidnie się przyłożyli i stworzyli mocne i ciężkie kino. Bez upiększeń i idealizacji. Suchością i czerstwością. Bez barier i z realizmem pełną gębą.
Jest to historia 3-ech facetów: weterana na emeryturze, który żyje mizernie i z braku laku nie ma co ze sobą zrobić, psychopatycznego mordercy, który rządzi się swoimi zasadami, odbiera i ocala życie ludzie według własnych reguł i szeryfa, który jest zmęczony życiem. Ethan i Joel znani z tworzenia postaci ironicznych, pełnych gorzkiego humoru, które dogłębnie zapadają w pamięć. Tutaj, mamy do czynienia z oryginalnie ulepionymi osobami, z pełną surowością, realizmem i prawdziwością. Historia, która jedzie prostym torem, nie jest budowana na podstawie retrospekcji czy sztucznych wstawek. To widz musi sklejać i domyślać się pewnych faktów. Najbardziej nie da się zapomnieć kreacji Bardiema, który budzi grozę i niepokój swoją prowizoryczną, pełną spokoju postacią. Od samego patrzenia na niego dostaje się ciarek na plecach i niesmaku. Zbrodnie z zimną krwią, którymi rzuca jak asami z rękawa, również mocno oddziałują na widze. Tommy Lee Jones i Brolin – jakby w tyle, cieniu lecz na plus.
Na pochwałę zasługuje surowy klimat, który obfituje w bezgraniczne pustynie, jakby puste ulice miasta, jak i pozbawienie muzyki w tle. Jedyne dźwięki jakie da się słyszeć, to skrzypiące drzwi, załadowanie broni, stukot kowbojek… Historia niczym z życia wyjęta Dodatkowo budowaniu napięcia sprzyja powolny tok akcji. Jednostajnym ruchem, dokładnie serwuje nam historię krok po kroku. Momentami serce podchodzi do gardła – i to się ceni!
“To nie jest kraj dla starych ludzi.. ” – to prawda. Tytuł, jak i główne motto zawierają się w nienadążaniu starych ludzi nad współczesnym światem pełnym przemocy i zła. Emerytowani szeryfowie, ludzie nie mają co robić, nie mają się czym zająć we współczesnym świecie. Przykład Mossa, jest dobrym przykładem człowieka, który zajmuje się w życiu nie tym co trzeba… Stare, utarte wartości, już dawno zostały zastąpione przez degradację życia: narkotyki, pieniądze i przemoc. Idealnym potwierdzeniem tego jest Chigurh , który stawia szalę z życiem wraz z cennymi wartościami na równi z monetą.
Przemoc świata ma swój wydźwięk w filmie. Objawia się to przesyconym brutalizmem i łamaniem wszelkich reguł z “grzecznym” zabijaniem. Krew sika strumieniami, nie da się nie widzieć złamań otwartych..
Rewelacja i kawał dobrego filmidła wyjętego spod tłoczni Coen’owskiej.
Ocena: 9/10