Archiwum kategorii ‘Thriller i Kryminał’

h1

The Signs/Znaki.

marzec 10, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

“Wierzymy, wtedy, kiedy jesteśmy szczęśliwi… “

Wierzę, że kino Shyamalana spełnia oczekiwania nienasyconych odbiorców. “Znaki”, to jedna z tych produkcji, która pod prowizoryczną otoczką posiada drugie dno.

“Znaki”, to historia farmerskiej rodziny z prowincjonalnego miasteczka na Pensylwanii. Porządek życia burzą znalezione następnego ranka gigantyczne kręgi na zbożu. Graham Hess (Mel Gibson) twierdzi, że to robota żartownisiów. Reszta rodziny wpada w przekonanie, że to robota istot pozaziemskich… Telewizja jest jedynym oknem na świat, który potwierdza rozszerzające się na inne kraje dziwne zjawisko.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pod pretekstem najazdu, inwazji obcych Shyamalan ukrywa problem wiary. Nie tworzy produkcji czysto efekciarskiej i sci-fi, dorzuca także elementy metafizyczne. Porusza temat wiary – niewiary. W co wierzymy, a w co nie…

Dodatkowym atutem jest napięcie, które z minuty na minutę coraz to bardziej wzrasta. Nocna sceneria, w której tylko światło latarki zdradza drobne szczegóły, cienie wędrujące za oknem, niezidentyfikowane, rozchodzące się po całym domu dźwięki i hałasy – wszystko składa się na mocny i trzymający za gardło klimat. Poza tym, muzyka wtórowała wprowadzaniu klimatu grozy i niepewności.

“Znaki”, to dobra produkcja. Gibson dobrze się spisał.

Ocena: 8/10

h1

Michael Clayton.

marzec 9, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Kolejny film doceniony przez Amerykańską Akademię Filmową. Czy aby zasłużenie?

“Michael Clayton”, to skondensowany, intensywny i łagodnie prowadzony dramat prawniczy. To opowieść człowieka, który dzięki zapleczu z doświadczeniem prawniczy jest niejako ’sprzątaczem’, który umarza i przycisza sprawy niepożądane. Pracuje w wysoko postawionej korporacji prawniczej. Całe sedno sprawy rozpoczyna się w momencie dziwnego zachowania jednego z pracowników tejże korporacji. Michael Clayton nie pozostaje obojętny…

Tony Gilroy dzięki jednostkowej historii przedstawia złożony proces zepsucia i degradacji instytucji amerykańskich, którymi rządzi korupcja, ukryte gry i układy. Michael Clayton (George Clooney), to człowiek raczej nie zadowolony z życia, zmuszony do zdemaskowania prawdy albo obrony interesów firmy. George Clooney idealnie wpasował się w swoją rolę. Dzięki fantastycznej mimice i ogólnej grze w sugestywny sposób odwzorowywał psychikę głównego bohatera.

Film jest ciężki i mosiężny. Wymaga ogromnego skupienia i ciągłej analizy, stąd ta nie łatwość w odbiorze. Momentami rzucanie moralizatorskimi dialogami, czy monologami męczyło oko i nużyło. Jak już wcześniej wspomniałem – ciężkie, powolne kino. Moją uwagę zwróciła głównie końcówka filmu. Utwierdza w przekonaniu o skorumpowaniu wielkich instytucji. Czegoś mu brakowało, czegoś, co było widać w końcówce – jakiegoś większego napięcia, jakieś soli podnoszącej ciśnienie… Moim zdaniem średnio.

Ocena: 6/10

h1

American Gangster/Amerykański gangster.

marzec 6, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Potrafiłem zarabiać 1 milion dolarów w ciągu jednego dnia za sprzedaż towaru na ulicach Nowego Jorku” – jakże wymowna konkluzja Franka Lucasa, głównego bohatera filmu Ridleya Scotta. To właśnie jego historia, jego szybkie i bogate życie, które wypracował na szmuglowaniu narkotyków z Południowo-Wschodniej Azji, idzie na pierwszy plan dzieła pt. “American Gangster”.

Jest to wycinek wczesnych lat 70′tych, ciężkiego okresu dla Ameryki, obfitującego w wojnę wietnamską, wzmożony ruch grup przestępczych, los afro-amerykanów, korupcji w szeregach policji, etc. Ridley Scott dzięki fantastycznej robocie, dobrze zorganizowanemu scenariuszowi, jak i koncertu aktorskiego Washingtona i Crowe’a tworzy solidne, nielekkie kino. Serwuje nam losy dwóch osób, które prowadzone dwutorowo w końcu się zbiegają. W większości scen dominuje Frank Lucas (Denzel Washington), który (niczym Michael z “Ojca Chrzestnego”) trzyma na swoich barkach brudny światek nowojorskiego Harlemu. Widzimy w małym streszczeniu szybki skok ze zwykłego bandyty do rangi mafijnego bossa, który rządzi się swoimi zasadami. Jest bezlitosny i twardo stąpający po ziemi. Człowiek, dla którego rodzina, lojalność, biznes zajmują najwyższe miejsca w hierarchii wartości. Denzel Washington, tworzy fenomenalną postać z polotem majestatu (prawie jak Don w “Ojcu Chrzestnym”). Z szacunkiem i rodzinnym ciepłem traktuje swoich najbliższych a kuzynostwo, bracia… – otaczają go zewsząd i służą pomocą. Tuż za nim plasuje się Richie Roberts (Russell Crowe), który z jednej strony pokazuje swoją determinację w rozszarpaniu heroinowego biznesu, z drugiej zaś jest człowiekiem ciąganym po rozprawach rozwodowych wraz ze swoją żoną. Często ironiczny (choćby podczas spaceru w parku ze swoją żoną), jak i trochę ‘zalatany’ w życiu prywatnym. Russell Crowe zdobywa sympatię, lecz jakby sytuuje się lekko w cieniu, za Washingtonem; Nie możemy stwierdzić, że źle zagrał. Swoim zapleczem filmowym dowodzi, że potrafi grać świetne role. Winy, co najwyżej doszukujmy się w scenariuszu. Dla mnie jednak nie burzy całościowego kunsztu filmu.

Oczywiście, że “American Gangster” jest wart obejrzenia. Dlaczego? Ridley Scott wyjmuje motyw z dawnych lat i serwuje go nam, tak jak mogłoby to wyglądać, w bardzo przystępny sposób. Na pewno uwagę skupia stylizacja filmu na lata ‘70-te. Brudna, z mizernymi warunkami do życia dzielnica nowojorska, jako centrum murzyńskiej populacji wraz z afro-amerykanami, którzy noszą na głowie czarne kępy burzanu. Muzyka ulatniająca się gdzieś w tle, wtórujaca historii… Historia Franka Lucasa podchodzi bardzo blisko pod stylizację z “Ojca Chrzestnego”, lecz to nie ma wpływu na rozwijający się tok wydarzeń. Widać to dzięki zachowaniom i prezentacji postaci Franka Lucasa, choć ta ostatnia produkcja z roku ‘72 nie ma i nie będzie miała następców Coppola’owskiej maestrii.

Film wypada bardzo pozytywnie. Świetna reżyseria Scott’a, który z upływem czasu prezentuje co raz to lepsze filmy; dobrze opracowany scenariusz, jak i mistrzostwo Denzela Washingtona i Russell’a Crowe’a wpisują się w atuty i walory komentowanego gangsterskiego kina. To ciekawa historia człowieka, który dzięki brudnej robocie staje się królem podziemia. Najciekawszy z tego wszystkiego jest sposób, w jaki przemycał te narkotyki. Niebywały pomysł, którego nie da się zdradzić, dlatego dla dobra miłego seansu, zostanie przykryty zagadką.

Spektakularne i nadzwyczajne kino.

Ocena: 9/10

h1

No country for old men/To nie jest kraj dla starych ludzi.

marzec 2, 2008

Image Hosted by ImageShack.us

Myśliwy Llewelyn Moss znajduje niedaleko granicy z Meksykiem paczkę heroiny, dwa miliony dolarów i wielu zabitych. Zabiera ze sobą pieniądze. Oczywiście obie strony nieudanego interesu chcą odzyskać stracone pieniądze i narkotyki, a także zabić wszystkich świadków. W ten sposób Moss wraz z całą rodziną musi ukrywać się. Nasłany na niego morderca nie ma łatwego zadania, gdyż Moss służył w wojsku i umiejętność zacierania po sobie śladów ma doskonale opanowaną.

Nie bez powodu “No country for old men” zbiera laury i tryumfy, a nawet i Oscary. Myślę, że zasłużenie, bo bracia Coen’owie solidnie się przyłożyli i stworzyli mocne i ciężkie kino. Bez upiększeń i idealizacji. Suchością i czerstwością. Bez barier i z realizmem pełną gębą.

Jest to historia 3-ech facetów: weterana na emeryturze, który żyje mizernie i z braku laku nie ma co ze sobą zrobić,  psychopatycznego mordercy, który rządzi się swoimi zasadami, odbiera i ocala życie ludzie według własnych reguł  i szeryfa, który jest zmęczony życiem. Ethan i Joel znani z tworzenia postaci ironicznych, pełnych gorzkiego humoru, które dogłębnie zapadają w pamięć. Tutaj, mamy do czynienia z oryginalnie ulepionymi osobami, z pełną surowością, realizmem i prawdziwością. Historia, która jedzie prostym torem, nie jest budowana na podstawie retrospekcji czy sztucznych wstawek. To widz musi sklejać i domyślać się pewnych faktów. Najbardziej nie da się zapomnieć kreacji Bardiema, który budzi grozę i niepokój swoją prowizoryczną, pełną spokoju postacią. Od samego patrzenia na niego dostaje się ciarek na plecach i niesmaku. Zbrodnie z zimną krwią, którymi rzuca jak asami z rękawa, również mocno oddziałują na widze. Tommy Lee Jones i Brolin – jakby w tyle, cieniu lecz na plus.

Na pochwałę zasługuje surowy klimat, który obfituje w bezgraniczne pustynie, jakby puste ulice miasta,  jak i pozbawienie muzyki w tle. Jedyne dźwięki jakie da się słyszeć, to skrzypiące drzwi, załadowanie broni, stukot kowbojek… Historia niczym z życia wyjęta Dodatkowo budowaniu napięcia sprzyja powolny tok akcji. Jednostajnym ruchem, dokładnie serwuje nam historię krok po kroku. Momentami serce podchodzi do gardła – i to się ceni!

“To nie jest kraj dla starych ludzi.. ” – to prawda. Tytuł, jak i główne motto zawierają się w nienadążaniu starych ludzi nad współczesnym światem pełnym przemocy i zła. Emerytowani szeryfowie, ludzie nie mają co robić, nie mają się czym zająć we współczesnym świecie. Przykład Mossa, jest dobrym przykładem człowieka, który zajmuje się w życiu nie tym co trzeba… Stare, utarte wartości, już dawno zostały zastąpione przez degradację życia: narkotyki, pieniądze i przemoc. Idealnym potwierdzeniem tego jest Chigurh , który stawia szalę z życiem wraz z cennymi wartościami na równi z monetą.

 Przemoc świata ma swój wydźwięk w filmie. Objawia się to przesyconym brutalizmem i łamaniem wszelkich reguł z “grzecznym” zabijaniem. Krew sika strumieniami, nie da się nie widzieć złamań otwartych..

Rewelacja i kawał dobrego filmidła wyjętego spod tłoczni Coen’owskiej.

Ocena: 9/10

h1

Seven/Siedem.

styczeń 5, 2008

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Bohaterami Siedem jest para detektywów, pracujących w wydziale zabójstw. Starszy Morgan Freeman, jest przeciwieństwem młodszego Brada Pitta. Spokój i rozsądek przeciwstawiony młodzieńczemu zapałowi i chęci pokazania wszystkim swoich zdolności, jakiekolwiek by one były. Freeman, mający odejść w ciągu tygodnia na emeryturę i opuścić znienawidzoną metropolię, pragnie przekazać całą sprawę Pittowi, który wprost pali się do rozwikłania zagadkowych morderstw. Pitt z kolei nie może obejść się bez doświadczenia swojego partnera. Chcąc nie chcąc – muszą pracować razem.

Klasyk w swoim gatunku. Jeden z najlepszych thrillerów wszech czasów. Znakomity koncept stworzenia psychopatycznego mordercy, który zabija wedle siedmiu grzechów głównych. Fantastyczny duet: Freeman i Pitt. Spacey, to bardzo dobry wybór. Świetnie wpasował się w swoją krwiożerczą i psychopatyczną kreację. Bardzo przystępny i nieźle wciągający klimat, gdzie nie ma czasu na jakieś zmiłowanie.. Bezkompromisowy geniusz Finchera, gdzie poprzeczka jest bardzo wysoko podniesiona. Powalająca końcówka, która jest dopełnieniem kunsztu całej projekcji. Bardzo polecam. Jeden z moich ulubionych filmów, do których chętnie powracam..

Ocena: 10/10

h1

Derailed/Wykolejony.

styczeń 5, 2008

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Spec od reklamy, Charles (Owen), i jego żona, Deanna, zyją w stałej pogoni za pieniędzmi, które są im niezbędne do leczenia chorej na cukrzycę córki. Kiedy Charles poznaje Lucindę (Aniston), seksowną kierowniczkę w firmie inwestycyjnej, nowa znajomość zdaje się oferować mu zdreszcz świeżych emocji. Próba wspólnego spędzenia nocy w hotelu kończy się jednak nieszczęśliwie. Bohater zmuszony jest do układania się z brutalnym szantażystą, LaRoche’em (Cassel), który zagraża jego rodzinie i karierze.

Po widocznym zapleczu, jakie ma Hafstrom liczyłem na bardzo dobry mocny thriller – i tak się zapowiadał. Jak pierwsza część filmu wciąga i trzyma w napięciu, tak druga staje się przewidywalna i spada na łeb, na szyję. Na premierę tego filmu czekałem głównie ze względu na rolę Clive’a Owena. Obok Cassela, to jedyny atut tego filmu. Reszta nie ma znaczenia. Cała produkcja razem z aktorami, którzy jechali tą samą lokomotywą, wykoleiła się z toru.. Po filmie pozostaje niedosyt i niesmak.

Ocena: 5/10

h1

Saw/Piła.

grudzień 13, 2007

Image Hosted by ImageShack.us

Młody mężczyzna budzi się przykuty do rury w rozwalającej się piwnicy. Po drugiej stronie pokoju odkrywa innego przerażonego współ-uwięzionego człowieka. Na podłodze pomiędzy nimi leży martwy człowiek w kałuży krwi, trzymający w znieruchomiałej ręce. Żaden z mężczyzn nie zna przyczyny swojego porwania …

Bardzo dobry thriller. Próbuje z różnych stron stylizować się na “Seven”, ale dużo mu brakuje. Ciężki kilmat, z agonią ofiar psychopatycznego mordercy – na plus. Dodatkowo sam koncept różnych pułapek, machin śmierci również robi wrażenie. Troszkę słaba gra aktorska, zastąpiona jest dobrym klimatem z elementami gore. Świetny debiut. Jeszcze lepszy film. Lubię filmy bez happy endu..

Ocena: 9/10

h1

Munich/Monachium.

grudzień 1, 2007

Image Hosted by ImageShack.us

Letnie Igrzyska Olimpijskie w Monachium z 1972 roku przeszły do historii nie ze względu na rekordy sportowe jakie tam padły, ale tragedię, która rozegrała się 5 września. Tego dnia członkowie palestyńskiej organizacji Czarny Wrzesień wdarli się na teren olimpijskiej wioski biorąc do niewoli 11 członków izraelskiej reprezentacji. 21 godzin później, w wyniku nieudolnej akcji antyterrorystycznej, zginęli wszyscy sportowcy i pięciu z ośmiu porywaczy.

Film dla przeciętnego widza może być ciężki i trudny w odbiorze. Ogół filmu zrobił na mnie dobre wrażenie.

Siadając do tego filmu nie wiedziałem prawie nic o wydarzeniach w Monachium. Prawie nic, oprócz ogólników przeczytanych w internecie czy w gazecie, dlatego trudno mi powiedzieć czy treść film jest w pełni zgodna z prawdą, a na ile jest to wymysł scenarzystów. Oprócz “odświeżonej” dawki historii, na plus zasługuje aktorstwo, zarówno ze strony Erica Bana, jak i Daniela Craiga (przyszłego Bonda).

Na pochwałę zasługują również zdjęcia wykonane przez Janusza Kamińskiego. Niektóre momenty naprawdę wzbudzały u mnie ogromny podziw. Odwalił kawał dobrej roboty.

Muzyka. Kawałki Williams’a stanowią idealne dopełnienie tudzież tło poszczególnych sekwencji.

Film może się wydawać momentami nudny, chyba najbardziej, gdy antyterroryści przedstawiają swoje refleksje, spostrzeżenia .. etc. Moją uwagę przykuwały zasadzki przygotowane na terrorystów oraz ostatnia scena, gdy Avner kocha się z żoną. W sposób perfekcyjny pokazuje, co wydarzenia zrobiły z psychiką człowieka.. Zachowuje się jak zwierzę. Kolejny moment, który mi zaimponował to moralizatorskie ujęcie pod koniec, gdy Avner poprzez symboliczne “łamanie chlebem” chce się pogodzić.. a Ephraim zdecydowanie odmawia – w sposób jednoznaczny pokazuje nakręcanie spirali nienawiści na świecie.

Ocena: 9/10

h1

Nagi Instynkt 2

listopad 30, 2007

Image Hosted by ImageShack.us

Muszę stwierdzić, że (niestety) ale zawiodłem się, po prostu się zawiodłem.. Podchodziłem do niego z wielkim optymizmem (może aż za bardzo?). Dałem mu przynajmniej szansę.

Film okazał się prymitywnym thrillerem z nudną i naciąganą fabułą, a także otoczką beznadziejności. Ogląda się go obojętnie, bez większych emocji. Jedna z wiekszych wad, to to, że pomiędzy głównymi bohaterami w ogóle nie czuć “chemii”. Główni bohetrowie sprawiają wrażenie, jakby byli zmuszeni grać swoje role. Sharon nie tworzyła dobranej pary z “misiowatym” Morrisseyem, jak niegdyś z Douglasem. Co do scen erotycznych, to można wołać o pomstę do nieba. One w ogóle nie są ponętne. Chyba bardziej skłoniłbym się do określenia – żenujące. Pierwsza scena, z seksem w samochodzie, który jedzie z maksymalną prędkością, a następnie, gdy gł. bohaterka dostaje orgazmu i traci panowanie nad samochodem jest wręcz komiczna..

Jedyny walor, na który można zwrócić uwagę to walor estetyczny Sharon, i to by było na tyle. Przygotujcie się na wielką rewolucję, bo w trzeciej części ma zagrać Charlize Theron, w czwartej Jessica Alba, w piątej Angelina Jolie.. etc.

Z przykrością muszę stwierdzić, że powyższy film okazał się tegoroczną porażką, klapą, klęską. Ubolewam nad tym, bo myślałem, że naprawdę “coś” z tego wyjdzie. Pozostał tylko niesmak i przykład, że nie należy się brać za produkcję sequeli, tylko dla paru dolarów..

Ocena: 1/10

h1

Palimpsest.

listopad 30, 2007

Image Hosted by ImageShack.us

Po ostatnim arcydziele Niewolskiego, liczyłem na coś równie dobrego. Niestety, ale przeliczyłem się. Ale po kolei..

Zaczynając od tytułu. Budzi wiele spekulacji, bo tak naprawdę, chyba nikt nie wie, jakie jest dosłowne znaczenie “palimpsestu”. Gwoli wyjaśnienia:

Palimpsest (gr. παλίμψηστον palimpseston, od πάλιν palin – “ponownie” i ψάω psao – “ścieram”) – rękopis spisany na używanym już wcześniej materiale piśmiennym, z którego usunięto poprzedni tekst (…)

Podczas oglądania filmu miałem wrażenie, jakbym gdzieś tu już widział. Po dłuższym zastanowieniu doznałem olśnienia – tak! – Przecież to był “Fight Club”-. “Palimpsest”, to przerost formy nad treścią. Świetna kompozycja, tylko szkoda, że było ewidentnie widać ‘fight-clubowsko-mechanikowski’ klimat. Motyw z deja vu, motyw z rozdwojeniem jaźni – TO JUŻ BYŁO! Szkoda, że Niewolski skopał robotę. To znaczy w sumie nie było aż tak źle, bo nie był to zły film, ale nie było to też jakiś arcywspaniałe kino.

Przyzwoicie zagrana rola Chyry i Gonery. Co do Pani Magdy, to nie zaprezentowała nic konstruktywnego, poza machaniem cyckami i na wpół gołym tyłkiem.

Ogólnie rzecz biorąc, to wypada z tego średniak. Ciężki klimat, fantastyczna ścieżka dźwiękowa, kuriozalna kompozycja.. i to wszystko, na co można zwrócić uwagę. Śmieję się, bo aż prosi się, żeby nazwać ten film ‘polskim – Mechanikiem’. Ale temu – naszemu, jeszcze dużo brakuje, do tego z Bale’m.

Można obejrzeć.. choćby dla samego Andrzeja Chyry.

Ocena: 6/10