“Piotruś i Wilk” to trwająca zaledwie trzydzieści minut animacja, która zapiera dech swoją wielkością – nie tylko inscenizacji, ale także przesłania. Opowiadana w niej historia nie jest bajką, a baśnią, bo pozwala nam oswoić chaos własnego ja i otaczającego nas świata.
Film, który zgarnął Oscara za Najlepszy Animowany Film Krótkometrażowy daje lekki powiew świeżości od przyzwyczajonych już animacji komputerowych. Montaż i animacja jest okazale dopieszczona i dopracowana. Za pomocą tradycyjnej metody – po klatkowych kukiełek w ciekawy sposób zostaje przedstawiona historyjka gdzieś na jakiejś postkomunistycznym, syberyjskim odludziu. Trafiło to do mnie i cieszę się z nagrody. Moją uwagę zwróciły głównie przerysowane postacie zwierząt (w szczególności kota, wronę, która nie potrafi latać, jak i gąskę, która ciągle się łasi), jak i postać Piotrusia z wszelkimi emocjami okazywanymi przez mimikę czy ułożenie oczu (złości, zadowolenia, smutku). Widzimy właśnie zestawienie opozycji człowiek – natura. Film broni się tym, że nikt nic nie mówi. Rządzi się obrazem. Bardzo pięknie wyszło. Bardzo ładny morał związany z wybaczeniem.
Ocena: 7/10






