
Wstrząsająca opowieść o czwórce bohaterów z Brooklynu, którzy w pogoni za realizacją swoich marzeń odbywają podróż w głąb piekła uzależnień. Ucieczka od rzeczywistości kończy się dla rozprowadzającego narkotyki Harry’ego, jego uzależnionej od pigułek na odchudzanie matki, Sary, pogrążonej w nałogu dziewczyny, Marion, i najlepszego przyjaciela, tragedią. Każdy z nich, nie mogąc sobie poradzić z chaosem otaczającego ich współczesnego świata, popada w uzależnienie od narkotyków, słodyczy, czy telewizji. “Requiem dla snu” to hipnotyczna opowieść o tęsknocie za miłością, życiu w iluzji, kłamstwie i zjawisku uzależnienia.
Darren Aronofsky stworzył wybitne dzieło, które zostanie chyba zapisane do kanonu najlepszych filmów wszechczasów. Film naprawdę miesza w głowie, pokazuje bezgraniczne dążenie do realizowania własnych pragnień oraz skutków wszelkiego rodzaju nałogów. Każda osoba mająca nałóg wszelkiego rodzaju, choćby telewizja czy słodycze, prowadzi siebie na samo dno, jednocześnie stając się ich sensem życia. Widzimy kolejno części upadku głównych bohaterów, choćby więzienie czy choroba psychiczna.
Jared Leto wcielając się w rolę Harego Goldfarba zagrał swoją życiową rolę. W żadnym swoim kolejnym filmie nie zdołał tak zagrać jak w Requiem. Harry i Marion darzyli się wzajemną szczerą miłością, ich wspólne planowanie przyszłości zakończyło się jedynie ćpaniem. Przez co nie tylko niszczyli siebie, ale także swój związek. Matka Harrego już na samym początku sprawiała osoby umysłowo chorej.
Ciekawym efektem filmu był bardzo szybki montaż, który sprawiał iż w pewien sposób czuliśmy się jak bohaterzy filmu. Jak również klimat i kolorystyka filmu są bardzo ważnym elementem, przeważający kolor ciemnoniebieski sprawia iż czujemy niepewność.
Muzyka w tym filmie zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Pełna grozy, niepewności, strachu.













