Ślub Kornela, popularnego dzięki telewizji młodego pracownika naukowego z rozchwytywaną piosenkarką Alicją, ma być atrakcją towarzyską Warszawy. W sali restauracyjnej trwają właśnie ostatnie przygotowania do wesela. Jednak tuż przed przybyciem pary młodej trzej ubrani na czarno mężczyźni – Stavros, Fistach i Robal – wciągają do sali pobitego chłopaka – Sebastiana Tretyna i barykadują się. Terroryści? Wojna gangów? A może policjanci z niekonwencjonalnym podejściem do prawa?… Rzeczywistość jest znacznie dziwniejsza.
Cóż, liczyłem, że powali mnie na łopatki i ze śmiechu nie będę miał siły wstać. Tak się jednak nie stało. Ot, mamy sympatyczną historyjkę, która prowadzi nas przez doświadczenia facetów z płcią piękną. Widzimy wszelakie inteligentne dysputy, które stawiają i mężczyzn i kobiety w krzywym zwierciadle. Jak to w męskich rozmowach bywa nie obyło się bez wulgarnego humoru i ciętej riposty, jak i smaczków czysto retrospektywnych, które moim zdaniem jako wstawki podczas ciągnącej się historii technicznie dosyć mizernie wypadają. Niektóre teksty na długo zostają w pamięci jak:
- Puka się!
- Owszem! Ale ładniejsze!
—————————————
- Pani Alicjo, w jaką miłość pani wierzy?
- W miłość od pierwszego włożenia.
—————————————
Boże, ja ją tak kochałem, a ona wyszła z mojego życia, jak z kibla jakiegoś..
————————————–
Kreacje bohaterów dobrze dobrane. Karolak, Kot, Szyc, Adamczyk… Całkiem nieźle się wpasowali w swoje postaci, ale mnie jakoś nie powaliło na kolana. Tych lepszych – śmieszniejszych akcentów było zdecydowanie mniej. Wiało nudą. Dobrze, że chociaż muzyka wypadła schludnie. Lekki niedosyt i zawód z drugiej strony. Średnio.
Ocena: 5/10












