Bohaterami filmu “Miasto gniewu” jest grupa osób pozornie nie mająca ze sobą nic wspólnego. Różnią się pozycją społeczną, rasą, przekonaniami religijnymi. Grupę tę tworzą: gospodyni domowa i jej mąż prokurator, perski właściciel sklepu, dwóch policyjnych detektywów, którzy są kochankami, czarnoskóry dyrektor telewizyjny i jego żona, meksykański ślusarz, dwóch złodziei samochodów, początkujący gliniarz, koreańska para w średnim wieku… Wszyscy oni mieszkają w Los Angeles i w ciągu 36 godzin ich drogi się zejdą. Przy drodze zostaje odkryte ciało brutalnie zamordowanego mężczyzny. Aby odkryć kto jest mordercą akcja filmu cofa się o 24 godziny śledząc działania wspomnianych osób, które mogą być zamieszane w tę zbrodnie…
Tematem filmu jest szeroko pojęta nietolerancja, która gryzie ludzi, nie tylko w Los Angeles. “Miasto gniewu” to surowy obraz amerykańskiej rzeczywistości, która żyje stereotypami, utartymi schematami, u której nic nie jest pewne.
“Crash” jest zdecydowanie przesłodzony, przekoloryzowany. Ludzie, którzy okazywali swoją nietolerancję wobec ludzi o innym kolorze skóry, nagle ulegają diametralnej metamorfozie.
Film porusza dosyć ważny i aktualny temat, ale jak dla mnie to za dużo lukru dali w tym filmie. Dużo znanych bohaterów, a mimo to pozostawia niedosyt.
Dziwi mnie bardzo fakt, że dostał Oscara, w kategorii “Najlepszy film”. Potwierdzeniem na to jest jest choćby komentarz, który pojawił się na TVP 2, tuż po zakończeniu Gali:”(…) ten film opowiada o problemach w Los Angeles, a zapewne znacząca większość głosujących pochodzi właśnie z tego miasta. (…)”.
Film nie położył mnie na łopatki.
Ocena: 6/10












